Czasem najlepsze podróże zaczynają się od zupełnie przypadkowego punktu na mapie. Tego dnia naszym celem była Lorca, historyczne miasto w regionie Murcja, ale zanim tam dotarliśmy, postanowiliśmy zboczyć z głównej trasy
Balsicas – stary zamek wypełniony historią
Jechaliśmy drogą szybkiego ruchu, aby ominąć już znane nam tereny, i na mapie zobaczyliśmy coś, co przykuło naszą uwagę: Castillo Palacio del Vizconde de Ros. Zamek w małej wiosce? Brzmiało intrygująco, więc ruszyliśmy sprawdzić, co kryje się za tą nazwą.
Zamek pochodzi z czasów nowożytnych i był niegdyś rezydencją miejscowego możnowładcy. Zbudowany z kamienia i gliny, z zachowanymi elementami dawnej architektury obronnej, do dziś skrywa ducha minionych wieków. Obecnie znajduje się w rękach prywatnego kolekcjonera antyków, który – jak czytaliśmy – czasami udostępnia go do zwiedzania. Tym razem mieliśmy mniej szczęścia, bo zastaliśmy zamkniętą bramę, ale sam widok masywnych, rzeźbionych drewnianych drzwi z wyrytą nazwą zamku wynagrodził nam wysiłek.
Przeszliśmy się chwilę po wiosce, zaglądając do niewielkiego kościoła i zatrzymując przy kolorowym muralu. Choć to maleńka miejscowość, ma w sobie urok hiszpańskiej prowincji – spokojnej, historycznej, takiej, w której żyje się dużo wolniej.
Santuario de Santa Eulalia – barwne wnętrze i widoki jak z pocztówki
Kolejnym punktem na trasie było Santuario de Santa Eulalia, które również znaleźliśmy zupełnie przypadkiem, mijając znak pośród gór Sierra Espuña. Już sam dojazd to przygoda – wijąca się droga, hiszpańskie gospodarstwa, plantacje oliwek i niesamowite panoramy.
Sanktuarium ma długą historię – powstało w XIII wieku, a obecna świątynia pochodzi z XVII. Wnętrze to prawdziwe dzieło sztuki: całe pokryte malowidłami przedstawiającymi sceny z życia św. Eulalii oraz motywy biblijne. Uważa się, że święta objawiła się właśnie w tym miejscu, dlatego sanktuarium od wieków przyciąga pielgrzymów.
Obok znajduje się hotel i restauracja – idealne miejsce na odpoczynek z widokiem na góry. My zrobiliśmy krótki spacer do Mirador de la Virgen Blanca, skąd rozciąga się bajeczny widok na całą dolinę. To miejsce ma w sobie coś magicznego: ciszę, zapach sosnowego lasu i niesamowity spokój.
Aledo i Estrecho de la Arboleja – winnice i niezapomniana przeprawa przez wąwóz
Kiedy dotarliśmy do Aledo, zrobiliśmy małą przerwę na tapas – bo w końcu w Hiszpanii każda dobra przygoda zaczyna się od jedzenia!
Miasteczko słynie nie tylko z malowniczego położenia, ale też z winnic i glinianych wyrobów tworzonych przez lokalnych rzemieślników. Gliniane naczynia i ozdoby można znaleźć w małych warsztatach rozsianych po okolicy – każdy z nich to kawałek żywej tradycji.
Po krótkim odpoczynku i napełnieniu brzuchów ruszyliśmy do Estrecho de la Arboleja – naturalnego kanionu wyrzeźbionego przez wodę w wapiennych skałach. Sama nazwa, „Arboleja” (czasem „Agualeja”), pochodzi od słowa agua – woda – bo to właśnie ona przez wieki tworzyła te fantazyjne formacje.
Najpierw przeszliśmy trasą biegnącą nad kanionem, podziwiając widoki, a potem zeszliśmy w jego wnętrze. Wąwóz robi ogromne wrażenie – chłodny, wąski, pełen zakamarków. Warto zabrać bluzę, bo w środku temperatura spada, a w niektórych miejscach stoi woda. Musieliśmy nawet przenosić naszego psa przez kilka zalanych odcinków!
Choć w internecie trasa opisywana jest jako „familijna”, uważamy, że nie jest odpowiednia dla psów i małych dzieci. Momentami potrafi być naprawdę wymagająca – strome podejścia czy przejścia zalane wodą. Mimo trudności zdecydowanie polecamy to miejsce, bo widoki wynagradzają wszystko.
Lorca – historyczne miasto Murcji
Po przygodzie w górach dotarliśmy wreszcie do Lorca – miasta, które potrafi oczarować od pierwszego spaceru. Zatrzymaliśmy się na miejskim parkingu (0,02 € za minutę lub 18 € za dzień), nie szukając już darmowych miejsc – słońce chyliło się ku zachodowi, a nam zależało na czasie.
Pierwsze kroki skierowaliśmy do Taberna La Esquinica – lokalnego baru tapas. Zjedliśmy tam przepyszne krokiety, marinera, kanapki z krewetkami i ośmiornicę na puree ziemniaczanym – smak absolutnie obłędny! Na deser – lody w Temperato, bo po takim dniu coś słodkiego było obowiązkowe.
Spacerując po mieście, trafiliśmy do Palacio de Guevara, zwanego też „Casa de las Columnas”. To barokowa perła z XVII wieku, niegdyś rezydencja arystokratycznej rodziny. Wejście jest bezpłatne – z psem mogliśmy wejść na patio, które samo w sobie jest dziełem sztuki: zdobione kolumny, herby i chłodny kamienny dziedziniec.
Dalej dotarliśmy na Plaza de España, gdzie tętniło życie – akurat trwał festiwal La Huertana, czyli festiwal gastronomiczno-folklorystyczny. Na scenie grała muzyka, a Hiszpanie tańczyli i śpiewali pod gołym niebem. Cały plac pulsował radością – ten widok trudno zapomnieć.
Na zamek Castillo de Lorca nie zdążyliśmy – zamykają go o 18:00 – ale zamiast tego błądziliśmy po wąskich uliczkach starego miasta, odkrywając co chwilę nowe detale i historie.
Wycieczka do Lorca okazała się połączeniem historii, natury i spontaniczności. Od zamkowych bram w Balsicas, przez górskie sanktuarium i magiczny wąwóz, aż po tętniącą życiem starówkę – każdy przystanek miał swój niepowtarzalny klimat.
To właśnie w takich chwilach człowiek czuje, że Hiszpania smakuje przygodą – i że czasem warto, tak po hiszpańsku, nie spieszyć się i zjechać z głównej trasy, bo właśnie tam czeka najwięcej nietypowych historii.
Zapraszamy do Torrevieja i skorzystania z naszej oferty apartamentów. A może masz tu mieszkanie, które kurzy się czekając na Twój przyjazd? Zapoznaj się z usługami key-holdingu i nadzorem nieruchomości. Oferujemy pełną opiekę, aby zapewnić Ci spokój ducha, gdy jesteś z dala od domu. Skontaktuj się z nami, aby dowiedzieć się więcej!